Jesienne Bieszczady to klasyk
październikowych wyjazdów. Myślę, że gdyby stworzyć jakiś
ranking jesiennych kierunków podróży po Polsce to Bieszczady były
by w pierwszej trójce. Za co taka wysoka ocena? Za przestrzeń i
kolory. Za niezliczone odmiany żółci, czerwieni, ugru, zieleni
ozdobione przy sprzyjającym szczęściu błękitem. Te kolory to
oczywiście efekt przebarwiającej się roślinności. Efekt
mieszanych lasów, gdzie żółta a potem świecąca czerwienią
buczyna kontrastuje z zimozielonymi igłami świerków, a wielkie połacie traw na połoninach dopełniają ciepłą paletę rudościami
i beżami.
Jesienią gdy dzień staje się coraz
krótszy, zanika produkcja chlorofilu, odpowiedzialnego za zielony
kolor liści. Ujawnia się wtedy obecność innych barwników: m.in.
karotenów i ksantofili i to właśnie one są odpowiedzialne za
mozaikę barw, którą możemy zaobserwować podczas jesiennych
spacerów. Kolejnym etapem jest produkcja hormonów roślinnych -
kwasu abscysynowego, etylenu. Powodują one zwiększoną aktywność
enzymów rozkładających celulozę i pektyny, w wyniku czego
następuje przebarwienie, a ostatnim etapem jest opadnięcie liścia.
Ten barwny przysmak jest w nieustannej modulacji, kształtują go pory dnia, oświetlenie, pogoda. Sytuacja jest dynamiczna, zmiana jest nieustająca. Coraz niższa temperatura powoduje nasycenie barw, aż do po ich utratę, kiedy liście nie są już w stanie trzymać się drzew.
Ten barwny przysmak jest w nieustannej modulacji, kształtują go pory dnia, oświetlenie, pogoda. Sytuacja jest dynamiczna, zmiana jest nieustająca. Coraz niższa temperatura powoduje nasycenie barw, aż do po ich utratę, kiedy liście nie są już w stanie trzymać się drzew.
Widokom sprzyja wielkość gór,
niezalesiona część szczytów, rozległe przestrzenie. Jesienią
Bieszczady, mimo niezwykłych walorów o tej porze, pustoszeją.
Odległość od wielu innych rejonów Polski powoduje, że nie łatwo
tu wybrać się tylko na weekend. W drugiej połowie września i
październiku proponuję te same szlaki co latem. I te najbardziej
znane, czyli po połoninach, Caryńskiej i Wetlińskiej, na Tarnicę,
Rozsypaniec czy Bukowe Berdo i trochę mniej uczęszczane, np. po
Dolinie Otrytu.
Przygotowując się do wędrówki
należy jednak pamiętać, że o tej porze roku jest rano i wieczorem
znacznie chłodniej, zdarzają się już przymrozki, mgły i pierwsze
opady mokrego śniegu. Dzień jest znacznie , krótszy i należy
wszystko to wziąć pod uwagę.
Gdzie spać w Bieszczadach?
Osobiście najbardziej lubię w
schroniskach, teraz często pustych. Bacówka w Cisnej, schronisko na
Połoninie Wetlińskiej, bacówka „Pod Małą Rawką”, czy np.
„Chata Socjologa”. Są oczywiście i inne możliwości, jest w
czym wybierać, bo o miejsca jesienią nietrudno. Co warto zobaczyć?
Wszystko! Szczególnie polecam połoniny – Caryńską i Wetlińską,
Bukowe Berdo, Rozsypaniec, Dolinę Otrytu.
Trzeba mieć także świadomość, że choć Bieszczady jesienią są piękne, to tę urodę można dostrzec przy sprzyjającej pogodzie. Mnie udało się za trzecim wyjazdem. Podczas dwóch pierwszych mżyło, padało, lało. Widoczność była tak ograniczona, że można było nie zorientować się, że jest się w górach. Kolejna tutaj podróż zrekompensowała jednak wszystko.
prosto pod Połoninę Caryńską
bukowy las w drodze na Tarnicę
Połonina Caryńska
wypalanie węgla drzewnego, gdzieś pomiędzy Bieszczadami a Pogórzem Przemyskim
cerkiew w Smolniku
widok z Bukowego Berda
to też Bukowe Berdo tylko widok w inną stronę
stary buk
widok na Połoninę Caryńską
taki widok miałem z bacówki w Cisnej
Cudowne zdjęcia. Wydaje się, że to najpiękniejsze miejsce na Ziemi. A może tak jest? Super.
OdpowiedzUsuńSuper ciekawy wpis
OdpowiedzUsuńSama chętnie wybiorę się w to miejsce.
OdpowiedzUsuń